Poniedziałkowe pogadanki - dlaczego w dzisiejszych czasach tak trudno o wierność?!

Nie całe 3 miesiące temu ślubowałam przed ołtarzem miłość, wierność, uczciwość małżeńską i, że Cię nie opuszczę aż do śmierci, i powiedzcie mi co się stało z świętością tego przyrzeczenia?! Czy ze względu na to, że jestem świeżo upieczoną żoną nie mieści mi się w głowie fakt nieuczciwości wobec tej 2 strony?! Czy nie po to składamy przysięgi aby ich dotrzymywać?!

Niestety taki tok myślenia zafundowała mi lektura Z. Miłoszewskiego "Uwikłanie", gdzie niestety z każdą przeczytaną stroną coraz bardziej nienawidzę głównego bohatera, gdzie wątek poboczny psuje mi fantastyczny wątek główny. A o co chodzi w tej powieści? Otóż pan prokurator ma dylemat, bo od 10 lat ma żonę, ma dziecko i czegoś mu brakuje, no bo ciągle z tą samą osobą to już mu się znudziło i znajduje sobie inny obiekt zainteresowania! Nawet nie macie pojęcia jak taki typ ludzi mnie wytrąca z równowagi! No bo jak można?! Po prostu tego nie rozumiem! I co teraz mam 2 wyjścia tak? Albo sama zacząć zdradzać, żeby nie wyjść na poszkodowaną, albo od razu się rozwieść no bo po co cierpieć? Paranoja! Dlaczego dla ludzi, nie tylko mężczyzn, nie bądźmy naiwni kobiety tak samo zdradzają, przysięga małżeńska coraz mniej znaczy? Czy Ci ludzie nie rozumieją, że wybierając ślub wybieramy tego pana/ panią na całą resztę naszego życia? Że to z tą osobą będziemy codziennie zasypiać i budzić się rano? Że to z tą osobą chcemy dzielić swoje radości i niepowodzenia, że wybieramy sobie właśnie tą osobę, tą jedyną z którą wejdziemy w okres starości i późnej starości, że przyjdzie nam się opiekować tą osobą.

A może jestem starodawna? Może to teraz taka nowa moda? Postęp cywilizacyjny nie koniecznie zawsze idzie w dobrą stronę, a człowiek powinien wyznawać jednak jakieś wartości! Jestem po prostu zła, że coraz częściej zdarza się tak, że jedna ze stron stwierdza, że już jej się po prostu znudziło i szuka innych wrażeń, czy w XXI wieku ludzie naprawdę zatracili swoje sumienie? Czy nie warto zastanowić się z 1000 razy przed wejściem w związek małżeński, niby nierozerwalny związek małżeński, czy naprawdę tego chcemy? Czy przypadkiem za kilka lat nie uznamy, że to jednak nie jest to, że znudziło mi się, że chce nowych wrażeń, zanim zranimy tą drugą niby ukochaną stronę?

Temat można by ciągnąć w nieskończoność, ale z każdym kolejnym napisanym słowem ja tylko bardziej się denerwuje, a sens pozostaje ten sam. Powiem otwarcie gardzę ludźmi którzy są nieuczciwi wobec swoich życiowych partnerów! Nie rozumiem, nie zrozumiem nawet nie staram się zrozumieć!

A wy jakie macie stanowisko w tej kwestii?


Share this:

CONVERSATION

15 komentarze:

  1. oczywiście Cię rozumiem i też jestem przeciwna tego rodzaju zagrywkom na boku. Ale niestety ludzie są różni, szczególnie mężczyźni:P I ile facetów na ziemi tyle różnych stylów rozumowania. Są przypadki, gdy po jednorazowym wyskoku, umacnia się związek, ponieważ dopiero wtedy zdają sobie sprawę z tego jak bardzo kochają żonę i jak duże mają szczęście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale tego też nie rozumiem! Dla mnie to żadne tłumaczenie, no ale tak jak mówisz ludzie są różni...

      Usuń
  2. ja na razie mam szczęście - w życiu niestety bywa różnie ...

    OdpowiedzUsuń
  3. cóż ludzie często nie wiedzą czego chcą i szukają szczęścia po bokach

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeśli wiara w uczciwość drugiej osoby jest przejawem staromodności, to tak, ja również jestem staromodna i wierze w dawne wartości. Mi czasami w głowie się nie mieści jak znajomi się rozwodzą po kilku miesiącach małżeństwa! Związki trwające lata się rozpadają. I tutaj chyba nie można mówić o niezdecydowaniu takich ludzi. Tacy ludzie nie tyle nie wiedzą czego chcą co nie mają większych wartości w życiu, czas dorosnąć. Oni nie wiedzą co to wierność i uczciwość. I chociaż wiele potrafię zrozumieć i wybaczyć to dla takich poszukiwaczy nowych wrażeń litości nie mam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. uff cieszę się że nie jestem odosobnionym przypadkiem!

      Usuń
  5. Ja to uważam nawet, że nie mężczyźni, a kobiety zdradzają dużo częściej, bo nagle się budzą i widzą, że ich mąż ma wady! No rany boskie... Po to jest się w związku przed ślubem, bo to jest okres narzeczeństwa, by sprawdzić, czy się do siebie pasuje i czy wszystko nam odpowiada! A nie potem "bo ja lubię wychodzić do restauracji i na randki, a mój to woli w domu siedzieć" i sobie szukają atrakcji gdzie indziej... I właśnie często z tego powodu widzę u siebie w otoczeniu dużo więcej zdradzających kobiet. Wychodzę z założenia, że "widziały gały co brały"... Bywa tak, że partner czy partnerka się zmienili, ale bez przesady :) Także też nie rozumiem wszelkich zdrad

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, po prostu społeczeństwo się za bardzo rozluźniło, no i przecież kurde jak coś mi nie pasuje to idziemy na kompromis... Poza tym po to jest okres "chodzenia" i narzeczeństwa aby się umocnić w wierze że to ta jedyna osoba dla nas...

      Usuń
  6. Nigdy nie zrozumiem zdrady... Jak ktoś kocha to nie zdradza i nie rozgląda za innymi. Rozumiem, że rządzą nami różne instynkty ale od czegoś ten mózg mamy. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. nigdy nie zdradziłam i wiem, że nie wybaczyłabym zdrady- niestety przeżyłam to na własnej skórze i dlatego zerwałam zaręczyny pół roku przed ślubem, czego nigdy nie żałowałam, bo choć kajał się na wszystkie możliwe sposoby, ja na nowo nie potrafiłabym mu zaufać. mam jednak to szczęście w życiu ( odpukać w puste, niemalowane i w jakie jeszcze tam trzeba! ), że spotkałam na swej drodze mężczyznę, któremu wiem, że mogę zaufać, przy którym jestem spokojna o nasz związek.

    OdpowiedzUsuń
  8. XXI wiek ma to do siebie że idzie za bardzo ''na przód'' a ja niesety albo własnie stety staroświecka jestem :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja też nigdy nie potrafię zrozumieć braku wierności i tego, że ludzie potrafią się tak ranić :/

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja takich ludzi jak owy pan Prokurator tez nie potrafie zrozumiec. Odkad jestem zona nie spojrzalam na jakiegokolweik mezczyzne jak na plec przeciwna. Mialam znajomych w pracy ale byli jak kuzyni i bracia zero uczuc zero pociagu. Nie rozumiem osovb ktore umieja byc w zwiazku z ''tym/ta jedynym i kuchanym'' a na boku zainteresowac sie kims innym. Oni chyba poprostu nie wiedza co to prawdziwa milosc

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twoją opinię! Jest ona dla mnie niezmiernie cenna!