Wielkie oczekiwanie, oraz krótkie podsumowanie ostatnich 9 miesięcy

Do porodu zostało mi oficjalnie 10 dni... Zaczynamy więc wielkie odliczanie :)

Tak naprawdę im bliżej daty porodu tym bardziej jestem przerażona i rozdarta pomiędzy tym, że chcę już mieć maleństwo przy sobie a tym, że tak cholernie boję się porodu, że mogła by się jeszcze nie rodzić... Przez całą ciążę słyszałam pytania "A boisz się?" i wiecie co? Jak ktoś pyta o to w 4,5,6,7,8 miesiącu ciąży to tak naprawdę przyszła mama jeszcze o tym nie myśli i odpowiada "Nie! przecież to normalne", teraz moja odpowiedź była by zupełnie inna "Tak! I odwalcie się już ode mnie wszyscy, za mnie nie urodzicie więc po co te pytania!". A teraz na dodatek doszło głupie myślenie, że co jak mąż nie będzie w stanie mnie do szpitala zawieźć? ehhh szkoda, że nie da się tych głupich głosów podświadomości wyciszyć! Staram się jak mogę, staram się ciągle mieć jakieś zajęcie żeby się nie zadręczać gdybaniem ale wierzcie mi, że to czasami silniejsze ode mnie :( Tak czy inaczej staram się zarazem wmówić sobie, że przecież dam radę! Wiem przecież - teoretycznie, co mnie czeka, a może nawet nie będzie tak bolało jak sobie to wyobrażam... Tak czy inaczej, czekamy :)

A jak to się wszystko zaczęło?

Tak naprawdę zaczęło się dużo dużo wcześniej niż 9 miesięcy temu ;-) Wraz z mężem po prostu chcieliśmy mieć dziecko, ta decyzja nie zrodziła się w jednej chwili, już przed ślubem było mówione otwarcie, że oboje dzieci chcemy mieć i to prędzej niż później... Ale po ślubie dostałam tak naprawdę pierwszą poważną posadę i to na umowę o pracę więc chciałam być fair wobec pracodawcy, i postanowiliśmy wstrzymać się na rok z decyzją o powiększeniu rodziny... i nie wyszło :) Od początku roku czułam niezmierną potrzebę zajścia w ciążę, chciałam już tego dziecka nie za rok nie za dwa, po prostu nagle jak grom z jasnego nieba spadł na mnie tak wielki "instynkt macierzyński", że po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw od lutego zaczęliśmy się starać o dziecko, i tak naprawdę wiedziałam, że to niemożliwe żeby udało nam się za pierwszym razem, starałam się nie cieszyć na zapas bo bałam się rozczarowań, dlatego moja radość była podwójna gdy zobaczyłam na kolejnym teście 2 kreski! Tak więc śmiało mogę powiedzieć, że to był najlepszy prezent za Walentynki jaki nawet nam się nie śnił.  

I tak naprawdę od tej chwili zaczęło się wyczekiwanie na "pierwsze" - badanie usg - wyglądałaś jak mała fasolka! :) na pierwsze ruchy w brzuszku - były tak delikatne, że aż ledwo wyczuwalne, na pojawienie się brzuszka - w 6 miesiącu powinien skończyć rosnąć! :D Każdy przeżywa ciążę bardzo indywidualnie - jak u mnie przebiegały 2 pierwsze trymestry pisałam już wcześniej, a jak przebiega trymestr 3 już na poważnie nie w krzywym zwierciadle: na początku dalej czułam się świetnie, jedynie częściej zaczęła mnie męczyć zgaga no i tu zaczęły się schody bo zgaga była intensywniejsza i za żadne skarby świata nic na nią nie pomagało - a jakoś wolałam się męczyć niż truć nas środkami farmakologicznymi, i tak przez ostatnie 3 miesiąca średnio zgagę mam co 2 dzień, pali jak cholera ale to już końcówka... Z dnia na dzień coraz ciężej jest nam się poruszać no i od miesiąca ból kręgosłupa to coś z czym budzę się i tak naprawdę zasypiam, ale najgorsze jest to, że nie mam kontaktu ze swoim ciałem od pasa w dół :D w buty mieścimy się tylko w adidasy i to bez sznurówek bo stopy już nie chcą odpuchnąć, czasami tylko mniej lub bardziej są spuchnięte, ale jakkolwiek to zabrzmi to najgorsze a zarazem najpiękniejsze są terach "intensywne" ruchy dziecka, jak kopnie to człowiek się zastanawia czy ono jeszcze przed narodzeniem nas i za co tak nie lubi :D I moim, że brzmi to jak wielkie narzekanie wcale tak nie jest! Tak jak przeżywam ciążę ot i wszystko; zgaga pali no trudno nigdy wcześniej nie miałam z tym problemu to jak przez jakiś czas mi podokucza to nic się takiego nie stanie, kręgosłup boli? A jak ma nie boleć, powiercę się powiercę i jakoś zasnę, a w ciągu dnia się o tym nawet nie myśli :) Dziecko chce się wydostać przez brzuch, szczególnie kiedy chcę spać, to co? A jak czasami fajnie to wygląda! Tak naprawdę to chyba najlepsza rozrywka w ciąży oglądać swój "chodzący" brzuszek, a to, że mąż musi mnie teraz golić, obcinać paznokcie pomagać ubierać buty, podnosić się hymm no cóż przynajmniej tyle niech się poczuje w tej ciąży! :D Pomimo tych wszystkich schodów jesteśmy szczęśliwi, że za kilka dni - godzin zobaczymy swoje maleństwo!


Share this:

CONVERSATION

2 komentarze:

  1. Będzie dobrze!
    Ja w lipcu biorę ślub i też już mówimy, że w 2018 moglibyśmy dzidzię mieć :) zobaczymy jak się nam uda - może tak szybko jak Wam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana, trzymam mocno kciuki za ten wielki dzień. Życzę dużo zdrówka Tobie i bobaskowi. Na pewno wszystko pójdzie tak jak trzeba. Ale świetnie czytało się Twój wpis bo dla mnie ten temat jak najbardziej aktualny, chociaż u mnie do porodu jeszcze daleka droga i pewnie te wszystkie dolegliwości związane z bólami kręgosłupa i zgagą jeszcze mnie dopadną, ale jestem pewna, że w dniu narodzin dziecka o wszystkim się zapomni :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twoją opinię! Jest ona dla mnie niezmiernie cenna!