Luźne pogadanki: Lenistwu mówię stop! :D

Ostatnio mam wrażenie, że dni tygodnia przelatują mi przez palce, dni w których nic się nie dzieje, w których siedzę w domu i tak naprawdę nic nie robię! I ok mogę zwalać to na ciążę, i powinnam czuć się usprawiedliwiona, ale nie czuję! Wewnętrznie szlag jasny mnie trafia pod koniec dnia kiedy moim największym wyczynem było zrobienie prania i zmycie naczyń... Moje dni ostatnio wyglądają tak samo: mąż budzi mnie rano żeby mu zrobić śniadanie do pracy, wracam do łóżka i zasypiam, budzę się zazwyczaj w okolicach godziny 9, zjem śniadanie, ogarnę bałagan w kuchni - o i tu zaczyna się 1 rzecz którą muszę zmienić w swoich nawykach - niestety po wieczornej kolacji nie chce mi już się sprzątać i gary do mycia czekają do rana... wiem to paskudny nawyk! Dlatego już od dziś zaczynam z nim walczyć. Ok wracając do rozkładu dnia, po tych czynnościach zazwyczaj jest pauza na internety i żebym coś wartościowego czytała, robiła, żebym przynajmniej blogiem się zajęła to nie, trwonię czas tak naprawdę na niczym :/ Druga czerwona lampka! Jak już włączam te "pudło" to przynajmniej niech coś sensownego z tego wynika! Po internetach pora na zrobienie obiadu, i wielkich planach na generalne porządki, ok umówmy się; z takim bębnem jak umyję na raz 2 szafki w kuchni na raz to jest nie lada wyczyn, no i wtedy mówię sobie stop, trzeba się położyć, bo zrobiło się słabo, nogi spuchły już 2krotnie a na dodatek ten mały leniuszek w brzuchu bardzo dotkliwie wyraża swoje niezadowolenie! Niestety wtedy już zazwyczaj do końca dnia mało co robię, wraca mąż jemy obiad, za kilka godzin trzeba zrobić kolację no i pora na TV i spać tzn mąż idzie spać a mnie tak boli kręgosłup, że jak już znajdę odpowiednią pozycję do spania to wtedy zaczynają się harce w brzuchu, tak bolesne i dotkliwe że zasnąć się nie da...nie zapominajmy jednak, że w ciągu dnia jeszcze parę razy trzeba się położyć żeby odpocząć od nic nie robienia :/
Dziś jest termin porodu i co? i nic! Wcale jej się nie spieszy a to znaczy, że jeszcze przez najbliższe dni będę podobnie spędzać czas, wierzcie mi, że można popaść w depresję! Bo tyle by się zrobiło choćby w domu - ale możliwości fizyczne nagle jak by ktoś drastycznie odciął, to i później nawet zabierać się za cokolwiek szkoda wysiłku... Ale trzyma mnie myśl, że po porodzie wszystko się zmieni! Jak już dojdę do siebie to zabiorę się nie tylko za szybki powrót do formy, bo formę przed porodem nie oszukujmy się miałam beznadziejną ale właśnie za pracę nad sobą w całokształcie! O tym co i w jakim stopniu będę zmieniać tak naprawdę zweryfikuje życie i możliwości, ale jak to mówią nie ma rzeczy niemożliwych, i jak człowiek chce to dokona wszystkiego! I tego będę się trzymać! Ok a tym czasem muszę odbyć kolejną rozmowę z córką, że pora już wychodzić na świat bo inaczej mamusia zwariuje :D


Share this:

CONVERSATION

2 komentarze:

  1. Ciesz się tym spokojem :) później będą nieprzepasane noce i kolki i ząbki i wszystko :) więc się należ za wszystkie czasy, bo potem 18 lat wychowania Cię czeka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też czasem leniuchuję, jednak zmuszam się żeby cały czas coś robić i rozwijać pasje oraz bloga. Oj ta jesienna pogoda zniechęca.. :P

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twoją opinię! Jest ona dla mnie niezmiernie cenna!