Maluszkowo - podsumowanie 10 tyg z życia Okruszka

W sobotę minęło 10 tygodni od narodzin naszego szczęścia, przez ten czas z Okruszka zrobił się całkiem spory Okruch. Ze szpitala wyszłyśmy z wagą 2.8 i miarą 54 cm a dziś ważymy ok 5,5 i mierzymy 60 cm! Tak więc to prawda; dzieci rosną jak na drożdżach!
Przez ten miniony czas sporo się wydarzyło, lepiej się poznaliśmy, nauczyliśmy się jak reagować na krzyki i płacz maleństwa, wypracowaliśmy pewien schemat dnia - przez co każdy dzień zlewa się w 1 ale przynajmniej śpimy w nocy!

Może właśnie od przespanych nocy zacznę - bo śmiało mogę już ogłosić, że nasza córka noce przesypia - całe! Co prawda nie śpi od 19 do 7 rano ale przeważnie jest to godzina 22 do 7! Bez nocnych pobudek. Jak to osiągnęliśmy i czy rzeczywiście przez to, czy to indywiduum naszego dziecka? Nie wiem; ale zaczęliśmy właśnie od pewnej reguły, popołudniu kiedy dziecko chciało spać w najlepsze po prostu jej nie dawaliśmy zasnąć, zajmowaliśmy ją "zabawą", później wieczorna kąpiel, długie karmienie, noszenie do odbicia i spanie. Maleństwo zazwyczaj już na piersi śpi. Na chwilę obecną kąpiemy co 2 dzień i też nam mała śpi ładnie w nocy :) Od miesiąca zdarzyło się tylko raz, że obudziła się o 2 w nocy na karmienie ale praktycznie spała przez cały czas - jak na takim autopilocie jeść i spać dalej :) Natomiast tak jak mówię może ta metoda podziałała a może nasze dziecko takie już jest, tak sobie ustaliło spanie i koniec. Do wszystkich tych którzy teraz się oburzą bo przecież jak to można nie wybudzać takiego maleństwa na karmienie w nocy, a więc po 1 nasze dziecko bardzo dobrze przybiera na wadze; aż nadto! po 2 nasze dziecko za to w dzień praktycznie nie śpi, więc kiedy ma się wyspać? Nie zapominajmy, że w tym okresie sen jest tak samo waży w rozwoju malucha jak żywienie, i po 3 konsultowaliśmy się z pediatrą.

Jak już wspomniałam kosztem przespanych nocy, mamy nieprzespane dni, bywa tak, że malutka w ciągu całego dnia prześpi może w sumie z godzinę, ale są też i takie dni, że potrafi spać po godzinie po każdym karmieniu. Są dni w których jest spokojna, a są dni całe przepłakane bo się za mocno ulewa, albo coś boli zapewne brzuszek. Te płaczące dni są ciężkie, bo po którejś godzinie płaczu człowiek po prostu się załamuje, z całych sił starasz się pomóc; a nic nie skutkuje :( Ale trzeba się wówczas ogarnąć; wziąć głęboki oddech, powiedzieć sobie dam radę i po prostu przytulać maleństwo żeby nie czuło się dodatkowo osamotnione w swojej niedoli. A niestety nie zawsze jesteśmy w żaden inny sposób dziecku pomóc; np. we wtorek miałyśmy 3 godzinny maraton płaczu, który wybuchł zaraz po karmieniu - myślę sobie może kolka - podałam krople, w asyście suszarki pomasowałam brzuszek i nic, no to druga myśl nasza pyza się przejadła i po prostu boli brzuszek, starałam się utulić i jakoś odwrócić uwagę od bólu podziałało na dosłownie sekund kilka, zrezygnowana po godzinie podałam znowu pierś - dziecko się uspokoiło tylko na chwilę - a po odbiciu; z płaczu zaczęła mocno ulewać i tak problem się nasilił tylko. A co się okazało po 3 godzinach płaczu pojawiła się kupka, i nastała cisza! :) Po takich płaczących maratonach człowiek na każde kwilenie staje dęba i prosi, żeby nie była to powtórka z rozrywki, ale dajemy radę! Już nie z takim strachem podchodzimy do płaczu dziecka, na spokojnie, racjonalnie po kolei eliminujemy możliwe przyczyny płaczu :)

Przebrnęliśmy też przez 2 skoki rozwojowe - po pierwszym dziecko właśnie przestało spać w dzień, a zaczęło w nocy :) I była bardzo wymagająca, non stop trzeba było się nią zajmować, nie uleżała sama ani chwili bez płaczu; taki stan trwał może z 10 dni. 2 skok rozwojowy bez wielkiego echa troszkę była bardziej płaczliwa tak po prostu bez powodu, i trwało to niecały tydzień. I tak jak piszą dziecko w tym czasie naprawdę domaga się jedzenia przeciętnie co godzinę, pamiętajmy tylko, że nie można przesadzić, z przejedzenia później jest gorszy płacz!

Poradziliśmy sobie również z ulewaniem - u nas był to na tyle problem, że dziecko bardzo płakało przez palenie w przełyku spowodowane ulewaniem. - Ale o tym powstanie osobny post.

Przeszliśmy przez pielęgnację kikuta pępuszka, odczynu po szczepieniu na gruźlicę, wysypkę po Świątecznym obżarstwie mamy :) przez wizyty u pediatry, przez szczepienia i kontrolę bioderek. Wszędzie nasza myszka była bardzo dzielna i nie płakała! Jedynie szczepionki bolały, i aż mamie się chciało płakać jak widziałam jak moją myszkę to "piku" boli :(

A jedną z najpiękniejszych chwil - aż mama ze wzruszenia łezkę uroniła; był pierwszy szczery uśmiech na widok mamy, takie pełną buzią aż się oczka śmiały! :)

Teraz czekamy z niecierpliwością, aż myszka zacznie "łapać" różne przedmioty, na razie wszelkie próby włożenia grzechotki do rączki kończą się fiaskiem, ale trzeba być cierpliwym! Od wczoraj jesteśmy na etapie gadania - już dużo wcześniej malutka zaczęła gaworzyć, ale od wczoraj czas jej rozmowy znacznie się wydłużył - teraz np. rozmawia i śmieje się do swoich zabawek w bujaczku :)






Share this:

CONVERSATION

5 komentarze:

  1. uwielbiam małe dzieci :) Mojej mamie dałam w kość, przez pierwszy rok spałam głównie w dzień-ale mama nie mogła odpocząć, bo mam rok starszą siostrę. Także całe noce płakałam, albo chciałam się bawić. Najlepsze,że mój tata miał bardzo twardy sen i każdemu się chwalił,że ma super dziecko co śpi całe noce:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale stópki kochane :) Zacznie łapać już niedługo <3

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twoją opinię! Jest ona dla mnie niezmiernie cenna!